piątek, 2 listopada 2012

Rozdział 10.

- Mamo, ale jak to? - odpowiedziałem bliski płaczu, nie wierzyłem, nie dochodziło do mnie to, co właśnie mi powiedziała.
W odpowiedzi usłyszałem tylko jej szloch i prośbę, abym przyjechał do nich, a później już nic. Cisza, głucha cisza, która doprowadzała mnie do szału. Położyłem telefon na łóżku, wzrok wlepiając w okno. Po moim policzku spłynęła jedna, później druga łza, a po niej kolejne. Nie mogłem w to uwierzyć, przecież wszystko było okej, kiedy wyjeżdżałem, a od tego nie minęło dużo czasu..
- Harry, skarbie, co jest? - przerażony moim stanem Zayn, próbował się czegokolwiek dowiedzieć, ale na próżno, nie byłem w stanie odpowiedzieć mu na to pytanie. - Harry.. - spróbował ponownie, a mój potok łez tylko się nasilił. Nie mówiąc nic po prostu się do niego przytuliłem. Potrzebowałem tego o wiele bardziej niż zazwyczaj. Po chwili poczułem, jak mulat głaszcze moje włosy, co trochę mnie uspokoiło. - Już, spokojnie. - powtórzył i otarł moje mokre policzki. - Powiesz mi co się stało? - zapytał spokojnie.
Wziąłem głęboki wdech i pokręciłem twierdząco głową, na jednym wydechu przekazałem mu to, co powiedziała mi mama. - Mój tata nie żyje, Zayn.
~~
Powrót tutaj nie należał do najłatwiejszych, szczególnie z takiego powodu. Wszystko było niby znajome, ale jakby nowe. Nigdy nie pomyślałbym, że przez tak krótki czas, może się tutaj zmienić tak wiele rzeczy. Niemalże każdy dom w okolicy, w której mieszkałem, był odnowiony. Świat kręcił się tutaj szybko, o wiele za szybko. Rodzice, którzy spieszyli się, aby odwieźć dzieci do szkoły i zdążyć jeszcze na umówione spotkanie. Każdy żył byle jak, nie zwracał uwagi na otaczający go świat, nie czerpał z niego radości, bardziej przypominało to karę, ale co ja mogłem wiedzieć? Nie mam dzieci, mieć nie będę, raczej. Moje życie to w zasadzie też ciągły bieg, walka o pracę, miłość, ale nie tak powinno się żyć. Należy przystanąć, dostrzec te drobne rzeczy. 
Stałem przed drzwiami domu, w którym spędziłem całe moje życie, bałem się tego, jak mnie przyjmą, czy znowu wyśmieją, czy może coś się zmieniło, chodź w to drugie raczej wątpię. Takie rzeczy się nie zmieniają. Nieśmiało nacisnąłem klamkę i wszedłem do środka. Swój bagaż zostawiłem w korytarzu, a sam powędrowałem do salonu, mając nadzieję, że kogoś tam zastanę. I tak się właśnie stało. Mama, siedząca na krześle i popijająca herbatę wpatrywała się pusto przed siebie, nie była tą samą kobietą, którą znałem. Brat, który zawsze tryskał radością, tym razem był smutny, oglądał telewizję, a przynajmniej patrzył w telewizor.
- Harry. - matka poderwała się z krzesła i rzuciła mi się w ramiona. - Cieszę się, że jesteś. - powiedziała ledwie powstrzymując się od płaczu. 
- Jak się masz? - zapytałem, ale zaraz później pożałowałem tego pytania, jak mogła się czuć osoba, która straciła jedną z najważniejszych osób w swoim życiu?
- Trzymam się, dziękuję. - odpowiedziała, znowu zajmując miejsce na krześle. 
Przywitałem się z Chris'em i dołączyłem do mamy. 
- Zrobię Ci herbatę, dawno przyjechałeś? - starała się być silna, póki co wychodziło jej to. 
- Mamo, umiem zrobić sobie herbatę, poczekaj, zaraz porozmawiamy. - uśmiechnąłem się w jej kierunku, po czym poszedłem do kuchni i przygotowałem sobie picie, a następnie wróciłem do salonu. 
Rozmowa, która prawie w ogóle się nie kleiła, ale wciąż trwała, przeszkadzała mi. Pytania, co u mnie, jak się mam, czy poznałem kogoś, ale jednego uniknęła, nie zapytała czy wciąż jestem taki sam... Ale postanowiłem to przemilczeć, chociażby ze względu na to, że znajdowałem się w domu mojego zmarłego ojca, który nie akceptował mnie. "Tak mamo, u mnie wszystko w porządku, lot też minął przyjemnie, tak, dobrze mi płacą". Nie wiedziałem jak mam z nią rozmawiać. Bałem się, że jedno pytanie może zburzyć jej spokój, który i tak był już na krawędzi. 
- On na pewno cieszy się, że jesteś tutaj teraz. - pierwszy raz dzisiaj, weszła na jego temat, a ja się zaciąłem. Prawdą było to, że tak naprawdę za pewne wcale się nie cieszył.
- Co się tak właściwie stało? - zapytałem cicho, mi również było z tym ciężko, to co, że miał do mnie takie podejście jakie miał, to w końcu mój ojciec.. 
- Miał zawał. - odpowiedziała mi, ale tym razem nie wytrzymała, rozpłakała się, każdy jest silny tylko do pewnego momentu. 
Nie mówiąc nic, po prostu przytuliłem ją do siebie. Nawet nie próbowałem jej uspokoić, nie w tym rzecz, lepiej, żeby płakała przy nas, niżeli gdzieś po kątach. Trwaliśmy tak przez kilka minut, po czym kazałem się jej przespać. Bez żadnego ale, spełniła moją prośbę, ja natomiast rozejrzałem się o domu. Dziwne, zachowywałem się, jakby nie było mnie tutaj sto lat, ale tak właściwie to podobnie się czułem. Oglądając zdjęcia z dzieciństwa uśmiechałem się sam do siebie. Wszyscy wtedy byliśmy tacy szczęśliwi. 
Przypomniałem sobie sytuację, którą opowiedział mi mój ojciec, kiedy w domu był remont, a ja, jako pięciolatek lubiłem wszędzie zaglądać, wszystko ruszać i przestawiać, wtedy też tak było. Tata wyszedł na moment na zewnątrz, a ja chwyciłem pędzel i rysowałem po ścianach to co, akurat siedziało w mojej głowie, ale nie oszukujmy się pięciolatek nie mógł narysować niczego pięknego. W końcu zakończyłem swoje dzieło, a tata wrócił do pomieszczenia. Widząc świeżo pomalowane ściany, które straciły swój urok wściekł się, ale tylko na moment, bo przed oczami pojawiłem się mu ja, cały ubrudzony w farbie z pędzlem w ręku, wyglądałem, jak sam powiedział, słodko i zabawnie. Zamiast kary, malowałem z nim kolejne pomieszczenie. Do dzisiaj wyobrażając sobie tą sytuację mam uśmiech na twarzy. 
Już miałem chować albumy, kiedy z jednego wypadła koperta, która z niewiadomej przyczyny była zaadresowana właśnie do mnie.
"Harry.
Wiem, że nie byłem wystarczająco dobrym ojcem, tak w zasadzie to od czasu, kiedy oznajmiłeś nam, że wolisz mężczyzn, wcale nie przypominałem ojca. Przepraszam Cię za to, ale również za to, że nie potrafiłem zaakceptować Ciebie takim, jakim jesteś, ale to było po prostu silniejsze ode mnie. Nie umiałem pogodzić się z tym, że nigdy nie zobaczę dzieci, twoich dzieci, tak samo słodkich, jak ty w dzieciństwie. Nie zasłużyłem na twoje wybaczenie, byłem fatalny, ale chcę, żebyś wiedział, że naprawdę tego żałuję i chciałbym to odkręcić, ale nie mogę. Mój stan nie pozwala mi na to. Mimo wszystko wierzę, że będziesz wspominał mnie dobrze i wybaczysz wszystko to, co Ci zrobiłem. Będę patrzył na Ciebie z góry. 
Kocham Cię, tata."
Niewątpliwie zaskoczył mnie ten list.. To jakby pożegnanie, ale mimo wszystko uśmiechnąłem się. Przynajmniej starał się mnie zrozumieć, co było i tak wielkim posunięciem z jego strony.
- Idź spać, już późno, a jutro pogrzeb. - usłyszałem za sobą głos Chris'a.
- Masz rację. Dobranoc. - uśmiechnąłem się w jego kierunku i odłożyłem wszystkie albumy, znajdujące się na moich kolanach.
- Harry.. - brat zawołał mnie, kiedy miałem już iść do swojego dawnego pokoju.
- Tak? - zatrzymałem się.
- Przepraszam, za wszystko. Nie przeszkadza mi twoja orientacja. Nigdy nie przeszkadzała. - spuścił głowę w dół. - Myślałem, że tak trzeba, bo tak robił tata... Naprawdę przepraszam.
- Nie ma sprawy. - odpowiedziałem i obdarzyłem go lekkim uśmiechem. - Dobranoc.
- Dobranoc. - odpowiedział, po czym zniknął za drzwiami swojej sypialni.
Zanim położyłem się spać, zadzwoniłem do Malik'a i opowiedziałem mu o wszystkim. To oczywiste, że nie przyjechał ze mną tutaj, chciałem mu oszczędzić tutejszej nietolerancji, a po za tym myślałem, że tata by tego nie chciał, co całe szczęście Zayn zrozumiał. Następnie położyłem się spać i zasnąłem.
________
Przepraszam, możecie mnie rozstrzelać, zjebałam ten rozdział. Miał być dłuższy, ogółem miał wyglądać inaczej, ale nie szło mi coś, a i tak czekacie już naprawdę długo na niego, więc wolałam go dodać teraz. Co do następnego, będę starała się napisać jak najszybciej, aby nie było już tak długiej przerwy i tam będzie się działo, kto się domyśla dlaczego? :). (mam nadzieję, że nie zrypię 11, tak jak to zrobiłam z 10..). Jeszcze raz przepraszam.

13 komentarzy:

  1. dość przykre ; d nie wiem co napisać... oprócz tego, że ten list na pewno pocieszył w pewien sposób Harry'ego, że dobrze to dobrze, że jego ojciec w końcu postanowił siee przełamać i przeprosić Loczka co prawda pośmiertnie, ale jednak...
    czekam na następny : D może bedzie w nim kontynuacja przerwanego aktu z poprzedniego rozdziału? ; )

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo, bardzo smutny :C
    Prawie się popłakałam, ale i tak ci się wydaje chyba, że ci nie wyszedł.
    Ten rozdział jest zajebisty,genialny!
    Kocham Zarrego i tego bloga też!
    Z niecierpliwością czekamm na next!
    Pozdrawiam,


    one-love-one-band-one-direction.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Um, aż miałam łzy w oczach :c
    Takie oderwanie się od rzeczywistości...
    Jak dla mnie niesamowity rozdział.
    I ten list ojca... Lepiej późno, niż wcale.
    Cudo *__*

    OdpowiedzUsuń
  4. już ci mówiłam, jest smutny ale jest świetny!czekam na next

    OdpowiedzUsuń
  5. Szkoda mi Harry'ego, że stracił ojca. Obojętnie czy był w nim w dobrych relacjach czy nie nadał był jego ojcem i pewnie go i tak kochał. Aż smutno zrobiło mi się na jego wspomnienie z tym remontem. To było takie słodkie. Szkoda też, że jego ojciec nie był na tyle silny, by powiedzieć mu prosto w oczy, że mu wybacza, a tylko listem. Chociaż lepiej tak niż w ogóle.
    Czekam na kolejny. :d

    OdpowiedzUsuń
  6. Rozdzial fajny, nie mige powiedziec ze nie, bo bym sklamala. Ale nie wciagnal mnie jak poprzednie. Jest mi bardzo przykro z powodu ojca Harrego... To wspomnienie z remontem... Ahh, mimowolnie sie usmiechnelam na mysl o malym Harrym... :D czekam na nn, mam nadzieje, ze dodasz ciut Zarry'ego. :) pozdrawiam. Anita

    OdpowiedzUsuń
  7. Smutne:( Szkoda mi Hazzy...
    Czekam na nn

    http://one-direction-opowiadanie-i-inne.blog.pl/

    OdpowiedzUsuń
  8. Wyobraziłam sobie takiego Hazzę :3 Jejku *.* Ale mi smutno z powodu jego taty :( Szkoda, ze jego ojciec nie zrozumiał, albo nie przyznał się do tego wcześniej :< Jednak cieszę się, że w ogóle to zrobił :3

    OdpowiedzUsuń
  9. weszłam dizsiaj czy tam i czytam i nie mogę pzrseatać. świetnie piszesz. jest to kolejny rodział, który obiecała sobie, że będzie już ostatnim. :)
    popłakałam się sama nie wiem czy przez to że był taki smutny czy dlatego, że pokłóciłam się z przyjaciółką.
    chyba byłam zła po tej kłótni i... po prostu pokłóciłyśmy się o... sylwestra xd i potem ona z moją drugą przyjaciółką (która najpewniej też jest o to na mnie zła)ustawiły sobie pwewne opisy na gg, kóre mnie zablały. nie były obraźliwe czy coś po prostu bolały. i zrobiło mi się smutno, a ten rozdział chyba dokopał.
    kurde nie wiem czemu to pisze ale chyba nie mam się po porstu komu wygadać. z jednej strony tradycyjnie mam gdzies swoją dumę i tego typu rzeczy i przeprosiłabym ją już teraz chociaz w sumie nie wiem czy była w tym jakaś moja wina. możliwe, że winne byłyśmy obie a możliwe że żadna. ale po prostu po tych opisach (we dwójkę też się będziemy świetnie bawić; w końcu jakies konkrety) czuję sie jakbym nie mogła tego zrobić. gdybym ich nei przeczytała nie wachałabym się. przeprosiłabym ją.
    dziwne wiedziałam, ze się obrazi i że może nawet się pokłócimy i że nie będzie to jakąs bardzo mała sprzeczka, ale teraz mam wrażenie, że to jest o wiele większe niż przypuszczałam. po za tym co jeśli ja przeproszę a się okaże, że oni całą paczką mają juz wszysto zaplanowane beze mnie? no i to we dwoje...
    okej pokłóciłyśmy się i wysżło tak trochę, że jednak nie spędzamy sylwestra razem, ale poczułam się odepchnięta, zignorowana i olana... nie wiem... a teraz ryczę jak głupia i pisze ci to wsztrko w komentarzu mam zalne biurko i niby wiem, ze lepiej przeprosić, ale coś mi nie pozwala... dobra co mi tam. im szybciej spróbuję się pogodzić tym lepiej. chyba. przepraszam za to i dziękuję nawet jęśli nawet tego nei przeczytasz. chyba czuję się już lepiej. trochę spokojniej. trochę to głupie, co? dobra nie zadręczam cię już bardzije. jeszcze raz dzięki. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie przeszkadza mi to i jeżeli masz taką właśnie ochotę, wygadać się komuś, to śmiało wal :).
      Nie jestem za bardzo w temacie waszej kłótni, więc nie mogę Ci nawet poradzić za bardzo nic, bo musiałabym znać powód tej kłótni. Niemniej jednak to nie było z ich strony miłe, ustawianie takich opisów, to hym... Trochę dziecinada, nie ukrywam. Ale ja bym chyba postarała się z nimi pogadać i wyjaśnić to, żeby w przyjemniej atmosferze rozpocząć nowy rok, a nie kłótnią.
      Mam nadzieję, że się pogodzicie i nie będziesz więcej przez nie płakać.
      I cieszę się, że ten komentarz trochę Cię uspokoił, sama też lubię się komuś wygadać czasami, to przynosi ulgę, nie ukrywajmy :).
      Ach! No i nie zadręczasz mnie, a każdy komentarz czytam z wielką ochotą (no może spamy są wyjątkiem :D).
      Nie masz za co dziękować i odezwij się, czy wszystko będzie między wami okejka :).
      Trzymam kciuki :)) xoxo.

      Usuń
    2. Przepraszam, że tak późno. Czasem myślałam czy wgl to przeczytałaś. Ale jakoś tak nie wchodziłam na twojego bloga, właściwie to byłam pewna, że nie mam adrsu, bo sobie nie zapisałam, ale dzisiaj znalazłam w zakładkach - weszłam, pomyślałam, że może to ten i tak to był ten! ♥
      Dzięki, za to, że pozwoliłaś mi wtedy zaśmiecić twojego bloga moimi problemami osobistymi. Wysłałam mojej przyjaciółce ten komentarz i potem jeszcze chyba drugie tyle dopisałam. :) Wszystko się wyjaśniło i jest w porządku. Tylko, że tuż przed Sylwestrem zerwał z P. jej chłopak (przyjaciółka, z którą się pokłóciłam). On też ostatnio był największym powodem naszych kłótni. Ogólnie tak wyszło, że miałam się zalogować na jej gg i zobaczyć o co poszło. Nie wiedziałam, która to rozmowa i wzięłam chyba dokładnie jedną za wcześnie xd Dowiedziałam się, że wg niego jestem grubą suką i kilka tym podobnych. A już zaczynałam go lubić. Dupek z niego, niekoniecznie dlatego co napisał o mnie. Zdradził ją wcześniej. I znowu nie wiem po co ci to piszę. Koniec! Jutro przeczytam następne rozdziały i wtedy coś skomentuję! xoxo
      PS. Może wyczułam w Tobie bratnią directionerską duszę i dlatego teraz chciałam ci znów wszystko opowiedzieć. ^^

      Usuń
    3. Jasne, że przeczytałam, czytam wszystkie komentarze, więc bez obaw, jak coś napiszesz to zawsze to widzę i czytam :D.
      Cieszę się, że nie uciekł ci link, bo bym straciła czytelniczkę, co całe szczęście mam nadzieję, się nie stanie :).
      I nie ma za co, jak już pisałam wcześniej, wal śmiało jakby coś było nie tak, a nawet możesz na moje gadu napisać, gdzieś tam numer krąży po rozdziałach na pewno. Jeśli będę umiała to z największą przyjemnością pomogę :)).
      To dobrze, że już się pogodziłyście, a jeśli o chłopaka chodzi, to przykro mi z jej powodu, że ją zdradził i, że Ciebie obraził, ale moim zdaniem nie ma co się nim przejmować, bo ludzie inteligentni nie piszą, ani nie mówią takich rzeczy, nie wspomnieć już o zdradzie. Nie ma się co nim przejmować - nie pierwszy i za pewne nie ostatni, choć doskonale wiem, jak boli zdrada, ale z czasem jest lepiej. Pozdrów przyjaciółkę i oby szybko doszła do siebie, a wy się więcej nie kłóciły :).
      PS. Będę czekać na komentarze i nawet nie wiesz jak mi miło słyszeć, że znalazłaś we mnie bratnią directionerską duszę <3. aww ♥.

      Usuń
    4. haha, Kocham Cię! ♥ :D
      Przepraszam, że tak późno. Miałam przeczytać następnego dnia poczytać, ale jak to zawsze ze mną przełożyło się to w czasie o kilka tygodni. Tak już mam. -,- Dzisiaj nadrabiam. O Ziallu już nadrobiłam (no i dziewczyna wprowadziła ostatnio tam też Larry'ego) teraz twój kilka rozdziałów choć jak się wciągnę to... :D No, ale nie powinnam przeczytać wszytskich naraz, bo jeszcze dwa blogi czekają w kolejce i potem nie mam co czytać, bo czekam na nowe rozdziały a to takie irytujące jak nie możesz się dowiedzieć co się będzie działo dalej! No i powinnam napisać coś na mojego blog ao Albusie, ale brakuje mi weny. Zawsze się zatnę, w któryms momencie pisania bloga i na moje nieszczęście na ogół jest to już sam początek. :c Ok, zabieram się za czytanie! xx

      Usuń