wtorek, 29 stycznia 2013

Rozdział 18.

Spojrzałem ponownie na Zayn'a. Nie, nie mógłbym czuć do niego odrazy. Nie ważne co działo się w przeszłości, liczyła się teraźniejszość. Rękoma objąłem jego twarz, a prawym kciukiem badałem kontury jego policzków.
- Kocham cię, wiesz? - zapytałem, a kiedy kiwnął twierdząco głową, kontynuowałem. - Wiem, że myślisz inaczej, ale nie brzydzę się ciebie, rozumiesz? Nie ważne co działo się kiedyś, nie ważne kto i jak cię dotykał. Dla mnie zawsze będą to tylko moje ręce, które muskają twoją skórę. Chcesz żebym cię przeleciał, tak? - ponownie kiwnął głową w potwierdzeniu moich słów.
Nie czekając ani chwili dłużej, przybliżyłem swoje usta do jego i złączyłem je w pocałunku. Nie musiałem nawet prosić o dostęp do jego wnętrza, ponieważ on sam złączył nasze języki pogłębiając pocałunek, podczas, którego walczyły one o dominację. Przejechałem dłońmi wzdłuż jego ciała, aż zatrzymałem się na jego biodrach, przybliżając go do siebie bliżej. Jego ręce błądziły po moich plecach, spragnione mojego ciała. Odsunąłem usta od Zayn'a, tylko po to, by złapać oddech. Spojrzałem na jego twarz. Był taki piękny, pragnąłem go, pragnąłem tak, jak jeszcze nigdy wcześniej.
- Zayn.. - wysapałem próbując złapać trochę powietrza, bo z jego braku zakręciło mi się w głowie. Ten nie zwracając uwagi na moje słowa, znów przybliżył swoje wilgotne wargi do moich.
- Zayn, nie... - czułem, że moje ciało robi się bezwładne. - Źle się czuje.
Chłopak spojrzał na mnie, ognista iskra, która wcześniej gościła w jego oczach, teraz zniknęła, a zastąpiło ją rozczarowanie i ból.
- Wiedziałem, że się mnie brzydzisz! - wykrzyczał zrezygnowany.
- Nie, to nie.. - to były ostatnie słowa, które zdążyłem powiedzieć. Czułem jak upadam na lodowatą podłogę.
___________________________________________________________

Powoli podniosłem do góry powieki, które były dzisiaj wyjątkowo ciężkie. Rozejrzałem się dookoła siebie i zobaczyłem kilka rurek podłączonych do mojego ciała i aparaturę stojącą obok mnie. Byłem w szpitalu, niewątpliwie. Spróbowałem przechylić głowę w bok, ale nie mogłem. Czułem jakbym miał w niej kilka cegieł, które uniemożliwiały mi jakikolwiek ruch. Całe szczęście moje kończyny były sprawne, więc bez problemu mogłem poruszyć palcami prawej ręki, niestety z lewą nie było już tak dobrze, ponieważ ktoś trzymał ją w bardzo, ale to bardzo mocnym uścisku. Zmuszając się do otworzenia ust szepnąłem cicho:
- Zayn. 
Przed moimi oczyma momentalnie pojawił się Malik, wpatrujący się we mnie. W jego oczach była troska i niepokój. 
- Harry, skarbie, przepraszam, jezu, naprawdę przepraszam, nie wiedziałem. - zaczął się tłumaczyć, ale skinieniem ręki kazałem mu się uciszyć. 
- Co ze mną? - wyszeptałem ciężko dysząc, miałem naprawdę duże problemy z oddychaniem.
- Robią ci badania.. Jak się czujesz? 
- Dobrze. - skłamałem doklejając do twarzy sztuczny uśmiech.
- Nie kłam. - Zayn skarcił mnie.
- Jakby przejechał mnie pociąg. - wyszeptałem zgodnie z prawdą. 
Malik kazał mi odpoczywać, po czym pocałował mnie w czoło i usiadł w rogu łóżka, wciąż trzymając nasze ręce złączone. 
Zastanowiłem się nad tym co jeszcze mnie boli, ale oprócz głowy, wszystko było ze mną w porządku, a przynajmniej taką miałem nadzieję. Zamknąłem ciężkie powieki i chociaż bardzo chciałem zwalczyć pokusę zaśnięcia, to niestety, zapadłem w głęboki sen.
___________________________________________________________

- Harry. - poczułem jak ktoś delikatnie mną potrząsa. - Panie Styles, halo, jest pan z nami? - biorąc głęboki oddech, po raz kolejny otworzyłem oczy, tym razem moje powieki, były o wiele lżejsze, niżeli za pierwszym razem, ponadto moja głowa nie bolała już tak mocno jak wcześniej. 
Kiwnąłem twierdząco głową na pytanie lekarza stojącego przede mną. 
- Możemy porozmawiać o pańskim stanie? Dobrze się pan czuje? - bez mojego pozwolenia zaczął świecić mi latarką po oczach, co zawsze denerwowało mnie tak samo. 
- Tak, dobrze się czuję. - odparłem, podnosząc się do pozycji siedzącej. - Gdzie Zayn? - zapytałem zdezorientowany, widząc, że w pokoju nikogo oprócz mnie i faceta w białym stroju, nie było.
- Ma pan na myśli pana towarzysza? - jeszcze raz powie do mnie na pan, a wyjdę z siebie. Przewracając oczami przytaknąłem. - Poszedł się odświeżyć po długich namowach. 
Spojrzałem na niego zdezorientowany. Która musiała być godzina, że Zayn musiał iść się odświeżyć? Rozejrzałem się po pomieszczeniu raz jeszcze dokładnie wszystko rejestrując i całe szczęście, lub też nie, zobaczyłem zegar, który wskazywał 6 rano. Od mojego zaśnięcia minęło mniej więcej 15 godzin. Otworzyłem szeroko oczy w zdziwieniu. Czemu spałem tak długo? 
- Co się ze mną stało? - zapytałem. - I proszę mówić do mnie po imieniu. - dodałem.
- Dobrze. W takim razie, z tego co mówił twój partner, zakręciło ci się w głowie i zemdlałeś. Pan Malik przetransportował cię tutaj, gdzie zostałeś podłączony do odpowiedniej aparatury i dostarczyliśmy ci odpowiednich leków. Pozwoliliśmy zrobić sobie badania za pozwoleniem twojego chłopaka i mamy wyniki. - zamilknął.
- Może pan kontynuować, przecież nie wybieram się nigdzie z tego świata. - uśmiechnąłem się do niego dodając mu odrobinę otuchy. 
- Nie jestem tego taki pewien... - szepnął ledwo słyszalnie, ale tak, że doskonale zrozumiałem to, co powiedział. 
- Co ma pan na myśli? - zapytałem głośno przełykając ślinę. 
- Nie wiem czy mnie pan pamięta, ale jakiś czas temu trafił pan tutaj pobity i to ja byłem pana lekarzem prowadzącym. - zaczął wyjaśniać, a ja od razu przypomniałem sobie tamten wieczór. 

- Dzień dobry, jak się pan czuje? - przede mną stanął lekarz, z pewnością był po pięćdziesiątce, zaczął świecić mi po oczach latarką, co mnie drażniło.
- Dobrze. - skłamałem. - Kiedy będę mógł stąd wyjść? - zapytałem od razu, ponieważ nie chciałem tutaj zostać, nienawidziłem szpitali, patrzenie na umierających ludzi, nie należało do najprzyjemniejszych, wszystko było tutaj takie specyficzne, zapach, ubiór, dosłownie wszystko.
- Obawiam się, że będzie pan musiał spędzić tutaj kilka dni, ma pan złamane dwa żebra, wstrząs mózgu oraz kilka zadrapań, ale spokojnie wyjdzie pan z tego. - ah, czyli dwa żebra, nie jedno, super.
- Chcę wyjść stąd, natychmiast. - oznajmiłem mu.
- Przykro mi. - zaczął, ale nie dane mu było skończyć.
- Chcę opuścić progi tego szpitala, na własną odpowiedzialność, proszę przynieść mi moje ciuchy. - rozkazałem mu, po czym podniosłem się do pozycji siedzącej. - No na co pan czeka? - zapytałem chamsko.
- Powinien pan tutaj zostać, to dla pana zdrowia. - odpowiedział spokojnym tonem.
- Wolałbym zrobić po swojemu. - uśmiechnąłem się do niego zwycięsko.
 
- Wyszedłem na własne żądanie, pamiętam. - mruknąłem pod nosem bardziej do siebie niżeli do lekarza. 
- Nie zrobiliśmy panu wszystkich badań. - po raz kolejny zamilkł. 
- Niech pan to w końcu z siebie wydusi, no. - ponagliłem go.
- Ma pan guza mózgu, który jest ogromnych rozmiarów i nie ma szans na pozbycie się jego. Z każdym dniem rośnie coraz bardziej. - powiedział to tak szybko, że musiał wziąć duży haust powietrza. 
Zanim zdałem sobie sprawę z tego co właśnie mi powiedziano, ponownie osunąłem się na łóżko.
________
Przepraszam, przepraszam, przepraszam, przepraszam. Nie dość, że rozdział jest późno, jest chujowy, to jeszcze takie coś, wiem, że mnie za to zabijecie, zdaję sobie sprawę, boję się waszych komentarzy, bo się boję, że mnie styracie, ale nie będę się tutaj bardziej pogrążać, tylko dam wam wyrazić swoją opinię, ale się boję, ale dobra, kończę.

10 komentarzy:

  1. Tak Tak masz rację zabiję cię! jaki guz do cholery! Nie noo, proszę cię ja chce zdrowego Harolda!
    A rozdział nie jest do dupy tylko zaskoczył mnie. Cholera Styles, nie wiem jak ale zdrowiej!
    Jak zawsze fajnie się czytało miły akcent na początek dnia pracy:D

    OdpowiedzUsuń
  2. Zamorduję cię! Jak możesz to robić Haroldowi? Ma być zdrowy, teraz już! :D
    Tak w ogóle, rozdział bardzo fajny. A już cieszyłam się na scenę +18...

    OdpowiedzUsuń
  3. bój sie komentzrzy, przyjdę do ciebie w nocy i oberwiesz. Dlaczego nam to robisz. Uwielbiam to opowiadanie, a ty robisz mi takie coś. jak możesz. Nie zabijaj go. ....ryczę.
    Rozdział świetny...ale dlaczego on ma guza...jezu moje serce stanęło.

    OdpowiedzUsuń
  4. Jestem w szoku. Smutna. I zagubiona. Zamierzasz... zabić Harry'ego? Nie, chyba jako jedna z niewielu nie zjadę Cię za to, bo to Twoja koncepcja opowiadania. I tak czy siak mi się podoba i koniec. Tylko tak jakoś... myślałam, że będzie dobrze... i .. że będą szczęśliwi, no ;c
    Cóż, rozdział niesamowity i... także ten tego... czekam na nowy ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. O niee. ;( Jak skończy się tak że Harry umrze to chyba wszyscy się załamiemy. ; (
    Rozdział bardzo udany, natomiast smutny. ; (

    http://completely-different-life.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. kuźwa... mam nadzieje że Harold z tego wyjdzie, że Zayn nie będzie rozpaczał po jego śmierci.;> oby wszystko się ułożyło jak najszybciej.;p
    uwielbiam to opowiadanie.;p
    niecierpliwie czekam na następny rozdział.;D
    mam nadzieję że pojawi się niedługo.;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Marcela. Mówiłam Ci już, że Cię kocham? Nie ważne, że wymyśliłaś, że Styles jest chory, ale i tak Cię kocham i jest cudowny. Na pewno jakoś z tego wybrniesz. :** <3

    OdpowiedzUsuń
  8. skąd jesteś?

    OdpowiedzUsuń
  9. nie. nie. nie,nie,nie!!!!!! Harry, ma guza?! ;c coooooo? ;(

    OdpowiedzUsuń